Menu Content/Inhalt

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdobycie stratosfery od dawna fascynowało naukowców. Pierwsze loty w celach naukowych odbywały się na sprzęcie nie różniącym się od normalnych balonów sportowych. W miarę uzyskiwania coraz wyższych pułapów, zaczęto stosować specjalne aparaty tlenowe, a czasem również kabiny hermetyczne. Stratostaty wyposażono również w najdoskonalsze przyrządy naukowe.

Zdobywanie coraz wyższych warstw atmosfery łączyło się oczywiście z ustanawianiem rekordów wysokości i w tej dziedzinie aerostaty przez dziesiątki lat nie miały konkurencji. Nie rekordy jednak stanowiły cel tych wypraw, w których nie jeden badacz stracił życie. Do chwili zastosowania rakiet wysokościowych stratostaty były najdoskonalszym środkiem umożliwiającym dotarcie do górnych warstw atmosfery i zdobycie tam cennych wiadomości.


Liczne loty stratosferyczne przyczyniły się do wzbogacenia wiedzy o składzie atmosfery, jej wilgotności, temperaturach panujących na wielkich wysokościach, promieniowaniu kosmicznym i słonecznym, życiu drobnoustrojów w atmosferze, prądach powietrznych i ich wpływie na zjawiska atmosferyczne.


Stratostat przed startem przypomina kształtem gruszkę. Powłoka tylko częściowo napełniona jest gazem nośnym. Doskonale to ilustrują dwie całostki wydane z upoważnienia Komitetu Organizacyjnego Pierwszego Polskiego Lotu do Stratosfery. Każda sprzedana kartka to uzyskanie 5 groszy na cele tego lotu

explorerclip

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Na kartkach posłużono się zdjęciami stratostatu „Explorer”. Wykonane zdjęcia filmowe stanowiły jedną z najważniejszych sensacji tego okresu. Cała akcja fotografowana była przez specjalny samolot, który towarzyszył stratostatowi w locie.


A miało to miejsce 28 lipca 1934 roku, kiedy to amerykańscy piloci Kepner, Stevens i Anderson podjęli próbę wzlotu do stratosfery na ogromnym stratostacie „Explorer – 1” o pojemności 85000 m3. Lot giganta nieomal nie skończył się tragicznie. Po 10 godzinach  wznoszenia balon zatrzymał się na wysokości 18200 m. W tym momencie załoga spostrzegła rozdarcie w dolnej części powłoki. Dalszego wznoszenia zaniechano, uruchomiono klapę, balon zaczął opadać. Pęknięcie powłoki rozszerzało się, prędkość opadania balonu zaczęła gwałtownie wzrastać. Na wysokości 6000 m załoga otworzyła włazy i wyszła na górny pomost gondoli. W celu zmniejszenia prędkości opadania, wyrzucono cały balast, jak również szereg elementów wyposażenia gondoli. Na specjalnym spadochronie wyrzucono spektograf.

 

eksplorer1

Załoga zdecydowała się skakać na spadochronach z wysokości 1500 m. W momencie gdy do skoku przygotowywał się ostatni członek załogi Stevens, powłoka pękła w kilku miejscach i gondola zaczęła szybko zbliżać się do ziemi. Z ogromnym wysiłkiem udało się Stevensonowi przezwyciężyć opór powietrza, by wydostać się z gondoli. Skoczył, uruchomił spadochron i w tym samym momencie opadła na niego część powłoki balonu. Manewrując umiejętnie linkami Stevens zdołał zrzucić ją z czaszy spadochronu. Wszyscy aeronauci wylądowali szczęśliwie, gondola roztrzaskała się o ziemię.


Również  w kołach polskich naukowców i działaczy sportowych powstała myśl realizacji lotu na wysokość dotychczas nie osiągniętą przez człowieka – 30000 m. W roku 1937 utworzył się Komitet Organizacyjny I Polskiego Lotu Stratosferycznego z udziałem szeregu czołowych osobistości polskiej nauki i aeronautyki. Rada techniczna opracowała zakres wyposażenia gondoli w potrzebne urządzenia i aparaty naukowo badawcze i nawigacyjne, natomiast komisja techniczna przy wytwórni w Legionowie miała zaprojektować sam stratostat.

 

Ciężar własny stratostatu oraz ciężar balastu, załogi wyposażenia gondoli, przyrządów naukowych wynosił w przybliżeniu 4500 kg. Powłoka została uszyta z tkaniny jedwabnej, uszczelnionej naturalnym kauczukiem. Na sporządzenie powłoki zużyto 14000 m2 tkaniny. Lądowanie miało się odbyć przez odczepienie gondoli od powłoki jednym ruchem dźwigni, wskutek czego odciążona powłoka uniosłaby się do góry i samoczynnie rozerwała wzdłuż przewidzianego konstrukcyjnie pasa. Gondola miała kształt kulisty o średnicy 2 m. Jej płaszcz zewnętrzny wykonany został z arkuszy blachy hydronalowej grubości 2 mm. Konstrukcja nośna składała się z sześciu rur duralowych dzielących wnętrze gondoli na sześć przedziałów, w których były porozmieszczane przyrządy naukowe do badań promieni kosmicznych i do pobierania próbek powietrza oraz przyrządy nawigacyjne, urządzenia do regeneracji powietrza, zapas ciekłego i sprężonego tlenu, urządzenie do wyrzucania balastu, aparaty fotograficzne, spadochrony. Suma napięć baterii i akumulatorów elektrycznych, obsługujących wszystkie urządzenia wynosiła około 5000 V.


Gondola miała dwa włazy i sześć okienek. Dla zachowania wewnątrz znośnej temperatury pomalowano ją w południkowe pasy, na przemian czarne i białe. Ciężar pustej gondoli wynosił 150 kg.

 

 

50gwiazdapolski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Start miał się odbyć na Polanie Chochołowskiej w Tatrach, gdzie 15 września 1938 roku założono obóz startowy.
Na pilota wyznaczono kpt. Zbigniewa Burzyńskiego, na obserwatora naukowego – dr Konstantego Narkiewicza_Jodko. Doradcą technicznym w przygotowaniach do lotu był A.W. Stevens, zdobywca światowego rekordu wysokości. Stratostat otrzymał nazwę „ GWIAZDA POLSKI”. 


12 października warunki atmosferyczne zapowiadały się dobrze, więc około godziny 22,00 zaczęto napełniać stratostat wodorem, aby start mógł się odbyć o świcie następnego dnia. Około północy zerwał się wiatr. Przerwano napełnianie już prawie ukończone i przy coraz silniejszym wietrze zaczęto wypuszczać gaz z powłoki przez klapę. Operacja ta musiała trwać parę godzin. Im mniej było gazu w powłoce, tym wiatr silniej nią rzucał. W momencie gdy w górnej czaszy powłoki nie pozostało więcej niż około 500m3 gazu, dał się słyszeć suchy trzask i buchnął krótki płomień. Klapa wyleciała w powietrze i opadła obok, górna część powłoki leżała w osmalonych strzępach. Nikt z ludzi nie doznał obrażeń, stratostat natomiast uległ uszkodzeniu.


Przeprowadzone dochodzenia wykazały, że bezpośrednią przyczyną wypadku było powstanie wewnątrz powłoki mieszanki piorunującej (tlen z powietrza z wodorem), która zapaliła się od iskry elektrycznej spowodowanej tarciem jedwabnej powłoki (jedwab elektryzuje się bardzo łatwo). Przyczyną pośrednią była błędna ocena sytuacji meteorologicznej. Następna próba miała się odbyć we wrześniu 1939 roku.

 

Według katalogu Stempli Okolicznościowych tom 1 stempel nr 38 031 miał być stosowany w okresie IX-X.1938 r. w UPT Zakopane 1. Przesyłka opłacona znaczkiem 5 gr ( wg ówczesnej taryfy - druki )  i zaadresowana na adres pisma filatelistycznego w Żyrardowie. Być może dla czytelników albo do sprzedaży. Lewy znaczek pewnie nakleił "doświadczony " filatelista. Znaczek obowiązywał od 29.05.1922 do 1923.04.13. Wydanie dla Górnego Śląska. Nic nie wnosi do waloru.

 

3

 

polana

pieczec polana

Od 15 IX 1938 roku uruchomiono polską placówkę pocztową Zakopane – Dolina Chochołowska, która sprzedawała okolicznościowy blok oraz przyjmowała przesyłki zwykłe i polecone do przewozu balonem stratosferycznym. 


Powyższa całostka nadana w przeddzień lotu (13.X.38.), datownik na bloku i na kopercie ma tę samą datę i godzinę, jest erka, jest to większa koperta, to może i było usztywnienie, czyli waga listu przekraczała 20 g a więc list byłby opłacony wtedy idealnie z taryfą pocztową gdzie od 1X 1934 do wybuchu II Światowej Wojny od 20 g do 100g kosztował: 45 gr + polecenie – 30 gr = 75 gr ( nominał bloku). Zastanawiający jest tylko stempel „Warszawa”, być może list przez pomyłkę poszedł z przesyłkami warszawskimi do Warszawy albo jest inna przyczyna? Może ktoś mi na to odpowie?

 

Ciekawostką również jest inna koperta nakładu prywatnego (kupieckiego?)  przygotowana na okoliczność lotu balonowego. List został nadany jako druk polecony tak, by 75 gr starczyło na przesyłkę ( w tym okresie druk zagr. to 0,10 zł, polec. zagr. to 0,45 zł, co daje razem 0,55 zł czyli opłata i tak jest zawyżona o 0,20 zł). List był w USA już 6.X.1938 r. Brak stempla czerwonego o odwołaniu lotu - ale i  tak ten lot nie odbył się. List nadany był w Polsce 23.IX.1938 r., a jeśli był już w USA 6.X.1938 r. to na tydzień przed datą planowanego lotu nie otarł się nawet o lot czy ogień pożaru. O charakterze handlowo - filatelistycznym świadczy stempelek "nadawczy" na klapie "sekcja filatelistyczna" ( w języku francuskim). W sumie to blok na zagranicznej przesyłce.

11a

12a

Kartka ze znaczkiem z bloku.

Znaczki w bloczkach wydane z okazji I-go Polskiego Lotu do Stratosfery wartości nominalnej 75 groszy za sztukę sprzedawane były po cenie 2 zł za bloczek. Nadpłata zasiliła fundusz Komitetu Organizacyjnego I-go Polskiego Lotu do Stratosfery. Znaczki nabywać można było od dnia 15. IX. 1938 r. w następujących Urzędach Pocztowych: Białystok, Bielsko, Brześć n/ Bugiem, Bydgoszcz, Cieszyn, Gdańsk, Polski Urząd Gdynia, Katowice, Kraków, Lublin, Lwów, Łódź, Łuck, Nowogródek, Poznań, Stanisławów, Tarnopol, Warszawa, Wilno, Zakopane, Dolina Chochołowska.

Znaczek koloru fioletowego projektowany przez L. Sowińskiego wykonany został przez Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych. Nakład bloczków w/g danych z prasy wynosił 60000 sztuk.

51

Poniżej niespotykane i oryginalne zdjęcie gondoli z lotu stratosferycznego. Po lewej stronie (w garniturze) konstruktor gondoli inż Jan Szal, dwaj inni to pracownicy Motoluksu.
Tę postać trzeba i warto przypomnieć. Konstruktor-wynalazca, przedsiębiorca, autor podręczników z kosmogonii - wszystko w jednej osobie.
Inżynier-mechanik Jan Szal (1899-1942), wychowanek Politechniki Lwowskiej.
Inżynier Szal wchodzi w 1937 r. w skład Rady Technicznej i Polskiego Lotu Stratosferycznego. Współorganizował lot balonu, który po wzbiciu się w powietrze miał osiągnąć pułap 30 tys. m. Właścicielowi "Motoluxu"  inż. Szalowi powierzono zaprojektowanie gondoli balonowej, która potem w jego wytwórni została wykonana w rekordowo krótkim czasie.

1

2

Na zdjęciu jest pokazana załoga balonu, od lewej do prawej: kapitan Burzyński, profesor Jodko-Narkiewicz, kapitan Hynek.

1b

1a

Na następnych stronach dosyć szczegółowo opisałem start "Explorera 1" z 28 lipca 1934 roku, również z pokazaną dość rzadką przesyłką balonową, przewiezioną tym balonem, a która to zajmuje miejsce u mnie w zbiorze.

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kontynuując opis lotu do stratosfery balonem „Explorer 1” z 28 lipca 1934 roku, którego balon był inspiracją do zaprojektowania kartek, wydanych przy okazji naszego lotu, w Dolinie Chochołowskiej w 1938 roku, a którego to opis rozpocząłem na poprzedniej stronie, przy opisie naszego balonu do stratosfery, będę opierał się na tłumaczeniu z miesięcznika National Geographic z 1934 roku.

National Geographic był nie tylko sponsorem, ale i jednym z głównych organizatorów lotu do stratosfery i bardzo dokładnie lot w miesięczniku został opisany.

Jestem wdzięczny mojemu synowi Konradowi za poświęcony czas przy tłumaczeniu tego obszernego opisu. Bardzo Mu dziękuję za tak dokładne przetłumaczenie.
ODKRYWANIE STRATOSFERY
KAPITAN ALBERT W. STEVENS
OBSERWATOR NAUKOWY STOWARZYSZENIA NATIONAL GEOGRAPHIC- WYPRAWA SIŁ POWIETRZNYCH WOJSK USA W STRATOSFERĘ
Spoglądając w przeszłość, byliśmy naprawdę w trudnym położeniu. Byliśmy uwięzieni w potężnej skorupie zwisającej z ogromnego balonu, ponad 11 mil ponad ziemią. Wciąż na wyciągnięcie ręki mieliśmy dwa włazy których otworzenie sprawiłoby, że bylibyśmy wolni.

Jeden właz miał dźwignię, by ułatwić otwarcie, jednak nikt nie ruszył się ku dźwigni. Otworzenie tego spowodowałby prawie natychmiastową utratę przytomności z powodu zmiany ciśnienia. Nasze tkanki by się nagle powiększyły, jak to się dzieje u niektórych ryb wyciągniętych nagle z głębi oceanu, a skutek byłby rozpaczliwy i katastrofalny.
PRZYJEMNY PRZEDZIAŁ 11 MIL W GÓRZE
Nasze wyniosłe więzienie było znośnym miejscem. Byliśmy z każdym calem doskonale zaznajomieni, ponieważ wchodziliśmy do środku i na zewnątrz bardzo dużo razy codziennie przez kilka tygodni. Było to hermetyczne, opierało się wszelkim ładunkom i obciążeniom które przewoziło, było prawie komfortowe, na pewno bardziej niż się spodziewaliśmy. Wewnętrzne ścianki były pomalowane na lśniący biały kolor i odbijały się od nich promienie słoneczne prześwitujące przez włókna szklane lewej burty. Wokół nas były różne naukowe urządzenia, a ich łagodne brzęczenie, zwiększające się gdy balon opadał, było muzyką dla naszych uszu.

Mając słuchawki w naszych hełmach i mikrofony przed sobą, mogliśmy się porozumiewać, odczekując kilka minut na nawiązanie połączenia, mogliśmy się połączyć do praktycznie każdego w USA. Nie byliśmy ani głodni ani spragnieni, a sztucznie przygotowane powietrze które wdychaliśmy było zadziwiająco dobre. Nagle bez ostrzeżenia w naszym balonie pojawiło się wielkie rozdarcie. Kilka minut wcześniej zerkaliśmy w górę i niczego nie dostrzegliśmy, wkrótce zaczęliśmy opadać – my, gondola, balon, urządzenia. Dopóki wszystko trzymało się razem, była nadzieja. Gdyby zbyt dużo rozdarć pojawiło się we włóknie balonu, nasza gondola spadałaby z ogromną prędkością przez przestworza a my razem z nią.

Bezwładnie opadając ok. 11.5 mil, przechodziliśmy z powietrza w rzadkie powietrze próżniowe, prędkość była tak wielka, że z ogromną trudnością moglibyśmy się poruszać a tym bardziej otworzyć włazy, co więcej, w odpowiednim momencie. Później było konieczne by jedne z nas „zanurkowało” przez właz gdy gondola opadała z prędkością ponad milę na minutę. Ale taki ruch nie był możliwy dopóki gondola opadała z prędkością 5 mil na minutę.


*  *  *  *

Zaczniemy od startu STOWARZYSZENIA NATIONAL GEOGRAPHIC- WYPRAWY SIŁ POWIETRZNYCH WOJSK USA W STRATOSFERĘ. Start odbył się zaraz po wschodzie słońca (5.45 czasu lokalnego), 28 lipiec z Czarnych Wzgórz południowej Dakoty. Tutaj, przez wiele tygodni, w obozie lotu do stratosfery niedaleko miasta Rapid naukowcy, oficerowie wojskowi, balonowi weterani, żołnierze i wielu cywilnych pracowników harowało dzień i noc przygotowując lot do stratosfery największym balonem jaki kiedykolwiek skonstruowano.

3

ZAŁOGA „EXPLORERA”
Major  William E. Kepner, pilot, stoi pomiędzy kapitanem Albert W. Stevens, obserwatorem naukowym (po prawej), a kapitanem Orvil A. Anderson (po lewej). Za nimi jest gondola zbudowana przez Dow Chemical Co., w której byli stłoczeni podczas pobytu w stratosferze. Górna połowa jest biała by odbijać gorące promienie słoneczne żeby zapobiec niekomfortowo wysokim temperaturom wewnątrz w najgorętszym punkcie dnia. Dolna połowa jest czarna by pochłaniać promieniowanie cieplne Ziemi.

 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Na początku tego projektu (przygotowań), na jesieni 1933 r., pod przewodnictwem komitetu naukowego mianowanego przez Prezydenta – prezesa Grosvenor, robione było wszystko co możliwe by wyprodukować najlepsze urządzenie i wyposażenie do zbierania naukowych informacji w stratosferze. Urządzenia miały być rozmiarów laboratoryjnych, by zapewnić największą osiągalną dokładność. To znaczyło że niektóre z nich byłyby ciężkie i nieporęczne.
NAJWIĘKSZY BALON WSZECHCZASÓW
Żeby zamieścić te wszystkie urządzenia w gondoli, konieczne było stworzenie gondoli największej, jaka kiedykolwiek się wzbiła w powietrze.

Wreszcie, stało się jasne, że aby podnieść tą wielką gondolę wraz z ciężkim ładunkiem do stratosfery, konieczne jest stworzenie olbrzymiego balonu. Po konsultacji ekspertów ze zdolnościami w tak wielkich konstrukcjach, dano kontrakt na budowę największego balonu wszechczasów. Balon, który gdy się w pełni wypełni, zawierać będzie 3 mln. sześcienne stóp gazu.

Potrzeba było 5 miesięcy by zaprojektować ten gigantyczny balon, a także 2/3 akra impregnowanego gumą materiału wytworzonego z zszytej bawełny. Podczas budowy balonu, zaczęła się praca nad gondolą, kula z DOWMETAL, lżejszy niż aluminium; a także w zaciszu warsztatów i laboratoriów od Nowego Jorku do Kalifornii wytwarzano specjalnie zaprojektowane urządzenia.

Tymczasem ustalono miejsce dla bazy lotu balonu do stratosfery – płd. Dakota. Trzy argumenty wpłynęły na ten wybór: ten punkt był wystarczająco daleko na zachód by pozwolić dryfować balonowi nawet 700 czy 800 mil w kierunku wschodnim i wciąż możliwość opadnięcia na ziemię, na stosunkowo płaskim, niezalesionym regionie; prognozy pogody w tym regionie zapowiadały się na  letnią pogodę do latania; teren był chroniony od przyziemnych wiatrów.


Wcześniej  w czerwcu ustalono miejsce bazy w głębokiej, otoczonej klifami, naturalnej „misce”, 12 mil na południe od miasta Rapid. Szybko to miasto zdobyło nazwę „Stratocamp”.

4

PRACOWNICY NOSILI BUTY Z MATERIAŁU PODCZAS SKŁADANIA BALONU.
Włókno było chronione na wszystkie sposoby podczas napełniania gazem. Wszystkie okna w fabryce były zapieczętowane, tylko powietrze filtrowane było przyjmowane. Wyrzucone buty pracowników są pokazane w oddali . Nie używano żadnego ściegu, szwu podczas składnia 2/3 akrów impregnowanego gumą włókna. Każdy szew został zespolony i wzmocniony taśmą po obu stronach. Szwy zakończonego balonu były mocniejsze  niż łączenie włókien.

5

BALON WYPOZIOMOWANY W TRAKCIE REJSU
po to, by w niektórych urządzeniach trzeba było zakończyć działanie, w niektórych wznowić, zamknąć włazy, a lotnicy musieli wypoziomować lot na wysokości 15 tysięcy stóp. Zewnętrzny spektrograf częściowo się obniżył. Na olinowaniu powyżej balonu była flaga USA i flaga stowarzyszenia National Geographic. Przedmieścia miasta Rapid w płd. Dakocie, siedziby wielu planów lotu, pojawiają się w oddali po prawej.

 


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kapitan Orvil A. Anderson był na miejscu od początku. Pod jego mądrymi wskazówkami obóz szybko rozwinął się z prawie opustoszałego miejsca w małą wioskę liczącą ok. 100 mieszkańców.

W przeciągu kilku tygodni, ta wioska miała już swój system odwadniania, ulice z trocin, wodę bieżącą, dwa elektryczne systemy oświetlenia, oczyszczalnie ścieków, miejsca parkingowe, porządkowych do ruchu ulicznego, szpital i pogotowie. Był tam nawet oddział strażacki z pełnowymiarowym wozem, dwoma profesjonalnymi strażakami, dużą liczbą gaśnic i załogi wolontariuszy obsługujące je, zapewniając bezpieczeństwo przy obsłudze i używaniu dużej ilości łatwopalnych gazów. Obowiązywał zakaz palenia w pobliżu cylindrów z hydrogenem.

Trzy linie telefoniczne i dwie stacje radiowe dbały o kontakt ze światem zewnętrznym. Były tam także dwie linie telegraficzne przesyłające informację pogodowe z punktów tak odległych jak Alaska, Kuba czy Islandia. Specjalną stację pogodową utworzono w obozie, przy współpracy z amerykańskim biurem prognoz, oddziałami łączności i oddziałami powietrznymi, uporządkowywano pełne informacji prognozy przy współpracy z sześcioma najważniejszymi stacjami pogodowymi w USA.

Dwa tygodnie po utworzeniu bazy wyleciałem z Waszyngtonu zabierając kilka ważnych urządzeń. Kilka dni później major William E. Kepner przyleciał do miasta Rapid i nasza załoga była w komplecie.

Wagony towarowe z ładunkami i ciężarówki pełne urządzeń koniecznych do lotu do stratosfery zbierały się w Stratocamp przez wiele tygodni. Trzy wagony wypełnione ciężkimi stalowymi cylindrami zawierającymi skompresowany wodór przyjechały do miasta Rapid. Dzięki hojnej współpracy narodowych gwardzistów płd. Dakoty i ich flotą ciężarówek, te tony stali były wkrótce schludnie uporządkowane na brzegach obozu.

Gondola nadjechała ciężarówką po 1000 milowej podróży z Midland, Michigan i została umieszczona w przestronnym magazynie „gondolowym”, którego cały przód mógł zostać otworzony. To miejsce stało się naszym warsztatem.

Kilka dni później kolejna ciężarówka przywiozła cały balon, który ważył ok. 2.5 tony, był on uważnie spakowany w wodoodporny kontener. Pudło umieszczono na bloczkach w centrum na wypoziomowanym terenie naszej bazy, był on chroniony przed słońcem i deszczem namiotem z płótna, miał tam pozostać aż do dnia pompowania.

URZĄDZENIA PRZYBYŁY SAMOLOTEM

Największa ciężarówka ze wszystkich, która krążyła po wąskich uliczkach do doliny obozu nadjechała następnego tygodnia – ciężarówka z generatorem płynnego tlenu Wojsk Powietrznych. Ciężarówka dostarczyła niezbędny ciekły tlen używany do wytworzenia powietrza, którym można by było oddychać w gondoli w stratosferze.


Kilka ładunków powietrznych przybyło do miasta Rapid; codzienne ładunki i „wyraziste” paczki przybywały do obozu, ich zawartość była bardzo różna, były to różne urządzenia warsztatowe, maszyny a także lampy próżniowe (elektronowe).

Przez wiele tygodni warsztat z gondolą był głównym miejscem pracy i centrum wszelkich zajęć które czasem zaczynały się nawet o 4 rano,  a kończyły czasem nawet o 21. Nasze liczne urządzenia i części ważnego wyposażenia musiało być zgromadzone, sprawdzone, niektóre zmienione i wszystkie solidnie przymocowane do miejsc do tego przeznaczonych albo na różnych półkach gondoli, albo zwisające z dachu gondoli.

Ostatnie prace przygotowawcze trwały do 9 lipca. Od tego dnia mogliśmy wylecieć każdego dnia, jeśli tylko wszystkie urządzenia się sprawdzały. Ale ważne było by wylecieć podczas tych specjalnych i niestety rzadkich warunków atmosferycznych, który by pokrywały cały teren 700 lub 800 mil na wschód.

Fotografia odgrywała ważną rolę w pracy podczas planowanych 12 godzin w górze, a dla satysfakcjonujących fotografii potrzebne było bezchmurne niebo i dobra widoczność. Tylko szeroki obszar wysokiego ciśnienia mógł zapewnić takie warunki, a my byliśmy zdeterminowani i czekaliśmy na takie wysokie ciśnienie, nawet jeśli zajęłoby to całe lato.
6
Ten naukowo zaprojektowany materiał ząbkowany bezpiecznie wspierał 4 i pół tonowy ładunek.
Z pętli na końcach 160 naszywek tej „dolnej nośnej powłoki balonu” rozciągały się liny które podtrzymywały gondolę z ładunkiem mężczyzn i urządzeń. Ta ważna część wyposażenia nie zniszczyła ani nie rozerwała się, lecz trzymała się mocno włókna i lin nawet po rozszczepieniu się powłoki górnej po eksplozji. Mała lina jest zaszyta w zakrzywione krawędzi ząbkowane, które są utworzone w formie matematycznego zakrzywienia znanego jako „łańcuchowy”. Ten kształt służy do stworzenia równego dolnego ciągnięcia górnego włókna.
Nikt z nas nie liczył czasu. Otworzyliśmy hangar z gondolą jak każdego poranka i zajęliśmy się robieniem testów i tworzeniu mniejszych, czasem większych, poprawek lub ulepszeń urządzeń.

Dr. Lyman J. Briggs i Dr. W. F. G. Swann współpracowali podczas tego okresu oczekiwania w budowaniu odwilżacza, które miało wyciskać nadmiar wilgoci z gondoli. To był całkowity sukces, który wpłynął na nasz komfort i wydajność, podczas włazy w gondoli były zamknięte.

Major Kepner przeniósł swoje długie balonowe doświadczenie i wiedzę meteorologiczną na problemy pogodowe poprzedzające 9 lipca. O 10 każdego ranka i o tej samej godzinie każdego wieczoru, bieżące mapy pogodowe były uzupełniane przez obozową załogę pogodową pod kierownictwem Pana V. F. Jakl z biura prognoz USA.

Major Kepner zagłębiał się nad tymi mapami wraz z obsługą pogodową, jak tylko one były osiągalne, szukając pomyślnych wskaźników na zachodzie i na płn. zachodzie, gdzie wysokie ciśnienie mogło być kilka dni wcześniej zanim oni mogli dotrzeć do Stratocamp.

Wszyscy zainteresowani wyprawą – naukowcy, cały personel obozowy i korespondenci prasowi opisujący lot – zdawali sobie sprawę, że pogoda jest ostatecznym i koniecznym składnikiem potrzebnym do wykonania lotu do stratosfery; więc obserwowaliśmy pogodę dwa razy dziennie, rytuałem stało się badanie map z największym zainteresowaniem. Dzień po dniu, wieści przychodzące z „pokoju pogodowego” były odrażające.

WRESZCIE POGODA JEST W PORZĄDKU!

Wreszcie, 27 lipca, długo oczekiwany obszar wysokiego ciśnienia przybył z zachodu i obiecywał na następne dni warunki których oczekiwaliśmy na Stratocamp i na wschodzie. Kiedy w południe Major Kepner ogłosił oficjalnie, że pogoda była odpowiednia do lotu i że nadmuchiwanie rozpocznie się tego wieczoru, cały obóz został zelektryzowany i podekscytowany pracą.


Goście nie mogli poruszać się po obozie, jedynie ci którzy były przeznaczeni do wykonywania określonych prac, mogli się poruszać po obozie. Otworzono skrzynie z balonem i wielką pełną różnych wzdęć i zagięć masę tkaniny rozprzestrzeniono na okrągłym, pokrytym trocinami, chronionym płótnem podłożu, które było specjalnie po to przygotowane.

Nadjeżdżało coraz więcej autobusów z żołnierzami z Fort Medea. Była to obsługa naziemna która miała trzymać balon „na uwięzi” podczas gdy napełniano balon wodorem.

W hangarze z gondolą, ci którzy zajmowali się urządzeniami byli bardzo mocno zajęci. Opracowano ostateczny plan, rozdzielono minuty, specjaliści, jeden po drugim wspinali się na czarno-białą kulę by zainstalować baterie i ostatecznie nastroić urządzenia.

NADMUCHIWANIE GIGANTYCZNEGO BALONU

Na wszystkich frontach przygotowania postępowały jak w zegarku. O zmierzchu urządzenia i oświetlenie poustawiane w wielkim okręgu zostały włączone i chwilkę później wodór zaczął przedostawać się przez rury z płótna do rozległego żołądka balonu.


Przed 2 rano zakończona nadmuchiwanie. Przymocowany do ziemi smukłymi linami, wielki balon wznosił się nad głową, był to piękny widok, jak góra balonu zatopiona w mglistych cieniach ponad promieniami reflektorów. Pogoda była idealna. Nie wykrywano prawie wcale ruchu na akrach materiału.

Bardzo szybko przytoczono gondolę pod grupę środkowych lin i zaczęto trzygodzinną pracę nad przywiązywaniem gondoli do balonu.


Tuż przed 5 pozostało już kilka nielicznych zadań do wykonania – ostrożne umieszczenie końcówek lin przy wentylu i lin, dzięki którym można by natychmiastowo wypuścić gaz z balonu. Przymocowano także mały worek pocztowy i ładunek z ciepłymi ubraniami i spadochronami.


W takim worku pocztowym znalazła miejsce poniższa unikatowa przesyłka, którą udało mi się zdobyć, a która to jest rzadkością na rynku filatelistycznym.

7

8


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Kapitan Anderson i ja wspięliśmy się do gondoli, Major Kepner podszedł na górę, gdzie było lepiej kontrolować liny i kierować startem.

Odczepiono zewnętrzne liny; tylko gondola i 10 podręcznych lin przyczepionych do niej trzymało ten ogromny balon z gazem przy ziemi. Major Kepner kierował ostatecznymi przyziemnymi czynnościami
przed wzniesieniem – odważanie (zrzucanie odważników). Liny zostały poluzowane by przetestować wzniesienie balonu. Dostosowano balast dopóki ciągnięcie w górę wydawało się być w porządku.

9

EXPLORER JEST OCHRZCZONY CIEKŁYM POWIETRZEM”
Pani Berry, żona gubernatora płd. Dakoty trzyma podwójnie obtoczona metalową piersiówkę (manierkę, płaską butelkę) z płynem. Major Kepner stoi po lewej, kapitan Stevens po prawej.

Wtedy nadszedł rozkaz: „odwiązać” i odlecieliśmy do stratosfery!


Pod nami ziemi oddalała się gwałtownie, a Explorer gnał nad krawędzią naszego obozu w kierunku wschodnim, ku miastu Omaha. Gdy wznosiliśmy się coraz wyżej i spojrzeliśmy do tyłu na nasz obóz, dostrzegliśmy, że tysiące ludzi zgromadziło się w nocy wokół obozu by obserwować odlot i start.

Ale my wznosiliśmy się gwałtowanie, zbyt gwałtownie, tak, że nie mogliśmy zwracać uwagi na ziemię. Ważne było by przejąć kontrolę nad balonem i nad wszystkimi urządzeniami funkcjonującymi poprawnie.

Pod kierownictwem Majora Kepnera i Kapitana Andersona, którzy zajmowali się olinowaniem, ja pracowałem nad zaworem z wodorem w środku gondoli. Na początku kontrolowaliśmy zawór uważnie, lecz wkrótce stało się jasne, że lecieliśmy zupełnie innym balonem niż kiedykolwiek lataliśmy i znaliśmy. To było „cios w twarz” gdyż balon wzbijał się szybciej niż to było przewidziane dla wszystkich danych i sprzętu. Otwieraliśmy zawór z gazem co pewien czas i wreszcie wznoszenie balonu delikatnie osłabło.


Major Kepner i Kapitan Anderson stali obok uchwytu zewnętrznego, awaryjnego zaworu, który był obsługiwany zwykłą liną. Kiedy stało się oczywiste, że pneumatyczny zawór poradzi sobie z zapewnieniem odpowiedniej objętości, kapitan Anderson dołączył do mnie do środka i ustalił równowagę na 15 000 stóp.

10

„POGROMCY KONI STALI SIĘ POGROMCAMI BALONÓW”
Załoga naziemna 120 „zsiadłych” żołnierzy czwartej kawalerii USA z Fortu Meade w   płd. Dakocie, nie mieli wcześniej żadnego doświadczenia z balonami, ale szybko opanowali nową pracę. Pomogła im praktyka z demonstracyjnym balonem o pojemności 55000 stóp sześciennych. Nad kabiną administracyjną obozu, gdzie oni stoją w szeregu, jest zawieszona flaga stowarzyszenia National Geographic.
Wyczołgałem się na zewnątrz  i ze śliskiej góry gondoli asystowałem Majorowi Kepnerowi w obniżaniu ciężkiego spektrografu do wymaganych 500 stóp poniżej gondoli. Zastanawiam się czy którykolwiek z moich czytelników miał kiedykolwiek problem obniżania 125 funtowej huśtającej się masy na dystans 500 stóp na ćwierć calowej linie? Zajęło nam ponad pół godziny by zakończyć to zadanie, musieliśmy być bardzo ostrożni, żeby to ciężkie i cenne urządzenie nie odleciało od nas, albo zabrało nas razem ze sobą.

Kiedy wszystko za gondolą było w idealnym porządku, Major Kepner i ja weszliśmy do wewnątrz i zamknęliśmy hermetyczne włazy. Byliśmy teraz zapieczętowani. Za każdym razem przed wznoszeniem się, testowaliśmy hermetyczność gondoli. Robiliśmy to przez włączanie wyposażenia odparowującego. Ciśnienie powietrza wzrastało wewnątrz i się utrzymywało. Wtedy wiedzieliśmy, że jest bezpiecznie zacząć wznoszenie do stratosfery.

11

„W PRZYMITYWNYM OTOCZENIU, ONI WIDZĄ JEDEN Z CUDÓW NAUKI”
Wojownicy plemiona Sioux i ich Indianki z rezerwatu na równinach płd. Dakoty, wyruszyli w podróż do Black Hills (Czarnych Wzgórz) by zobaczyć gondole z balonu, z lotu do stratosfery. Najodważniejszy w centrum idzie kilka kroków z przodu tańcząc, podczas gdy inni goście obozu się przyglądają.

12

„BALONOWY OKRĄG Z TROCIN PRZYPOMINA WIELKI NALEŚNIK”
Trociny nie są przenośnią: 4 cale tego materiału zostały rozsypane na wypoziomowanym okręgu o średnicy 200 stóp by stworzyć miękką wyściółkę na nadmuchiwanie balonu. Wokół krawędzi okręgu jest płócienny naziemny materiał by przykryć trociny i zachować czystość i suchość balonu. Wewnętrzny okrąg znaków został zrobiony żelaznym prętem z otworami na górze, które miały służyć jako punkty kotwiczne dla lin, które miały trzymać balon podczas napompowywania. Po prawej w oddali widać namioty oficerów i cywilnych naukowców.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

KONTAKT RADIOWY NA WYSOKOŚCI 15000 STÓP

Kiedy byliśmy na wysokości 15 000 stóp, po raz pierwszy skontaktowaliśmy się z ziemią przez radio. Przeprowadziliśmy luźną rozmowę z generałem Westover i Dr. La Gorce, zastępca prezesa stowarzyszenia National Geographic z Waszyngtonu i prosiliśmy także o dalsze informacje pogodowe z obozu.

13

SIŁA NAPEDOWA LOTU:
HYDROGEN W 1500 STALOWYCH CYLINDRACH, KAŻDY WAŻĄCY 131 FUNTÓW I ZAWIERAJĄCY 190 STÓP SZŚCIENNYCH GAZU.

14

JAK STERTY ŚCIĘTEGO DRZEWA, CYLINDRY Z HYDROGENEM „WCIĄGNIETO” DO OBOZU NA 42 CIĘŻARÓWKACH GWARDII NARODOWEJ PŁD. DAKOTY

Nasze extra lekkie odbiorcze i nadawcze urządzenia zbudowane specjalnie do tego lotu przez inżynierów Narodowego Towarzystwa Nadawczego, funkcjonowały poprawnie przez cały lot. Nawiązywaliśmy natychmiastowy kontakt ze stacjami radiowymi, kiedy znaleźliśmy trochę wolnego czasu od naszych licznych obowiązków.


Możliwość rozmowy z kimś kto był na ziemi i śledził nasz lot była bardzo pocieszająca dla nas, którzy wisieliśmy nad ziemią. Oczywiście było wiele innych zastosowań radia: możliwość otrzymywania pogodowych i innych ważnych informacji do gondoli i raportowanie zmiany naszej pozycji na ziemię. Bezbłędne działanie naszego systemu komunikacji i wszystkich urządzeń było jedną z satysfakcjonujących cech naszego lotu.

15

GONDOLA WYPOSAŻONA W TE WSZYSTKIE URZĄDZENIA I MECHANIZMY BYŁA PODNIEBNYM LABORATORIUM
Obraz po lewej stronie: 1, 2, 3, 4, 22 – manierki do zbierania próbek powietrza stratosfery; 41 – iluminator obserwacyjny na górze gondoli, przez to okienko odkryto rozdarcie w balonie; 43 -  wysokościomierz do ciśnienia wewnętrznego; 44, 6, 30 – iluminatory obserwacyjne (wyposażone w podwójne żaroodporne szkło); 34 – statoskop (mówi czy balon opada czy wznosi się); 40 – właz przyporządkowany do Majora  Kepnera; 48, 49, 50, 51 – licznik promieniowania kosmicznego; 12 – miejsce z barometrem; 38 – spektrograf horyzontu (spektrograf nieba jest z tyłu 22); 39 – najbardziej osłonięty, ekranowany elektroskop (ekrany zawierają 600 funtów ołowiu); 36, 37, 46 – baterie; 45 – fotograficzne urządzenie rejestrujące promieniowanie kosmiczne; 52 – tablica rozdzielcza (centrala) dla liczników kosmicznego promieniowania; 31 – specjalny pionowy iluminator obserwacyjny; 32 – śluza powietrzna do zrzucania balastu. (Niektóre numery powtarzają się by pokazać te same przedmioty na trzech obrazkach.) Obrazek środkowy: 7 – wąż wentylowy; 5 – część nieosłoniętego elektroskopu; 10 – właz przyporządkowany do Kapitana Stevensa; 11 – aparat do rejestrowania odczytów barometru; 13 – kamera filmowa Enemo; 8, 9 – faktograf (do robienia zdjęć odczytów urządzeń po częstych przerwach); 14 – nadajnik radiowy Narodowej Spółki Nadawczej (odbiornik jest na szafce po prawej); 15, 16, 20 – baterie; 18 – tarcza pokazujące ciśnienie na zewnątrz; 19 – tarcza (potencjometr) pokazująca ciśnienie w cylindrach z gazem; 17 – jedno z trzech manierek zawierające mieszankę płynnego tlenu i płynnego powietrza; 21 – iluminator obserwacyjny. Obrazek po prawej: 13 – rurki przenoszące zewnętrzne ciśnienie atmosferyczne do barometrów; 14 – zawór do manierek z próbkami powietrza. Kiedy gondola się wznosiła, worki z malutkim kulkami ołowianymi, balastowymi, zbierały się wokół krawędzi na podłodze; aparat Fairchild (mikroprocesor) do robienia pionowych zdjęć był na samym środku na podłodze.

16

TYSIĄCE WIDZÓW OBSERWOWAŁO START EXPLORERA W NIEBO.
Tysiące samochodów jest wyraźnie widoczne na pastwisku po prawej, i kolejne setki na autostradach. Tysiące widzów, wielu z nich nie jest łatwo zauważalnych, stoi w lasach przy krawędzi klifu który wznosi się nad obozem Stratocamp. Balon (nie pokazany) właśnie wystartował. Okrągłe podłoże z którego balon wystartował, obielone płótnem które przykrywa trociny, widoczne jest po lewej. Ludzi zaciekawieni przebyli setki mil swoimi samochodami. Prawdopodobnie 30000 ludzi zgromadziło się w promieniu kilku mil od obozu.

Dwa poniższe zdjęcia przedstawiają:

CZY JESTEŚCIE TAM” ? PRZYSZŁO WEZWANIE Z GÓRY
Major Kepner i Kapitam Stevens testują aparat w gondoli, który pozwoli im komunikowanie się zza chmur ze Stowarzyszeniem National Geographic i z Siłami Powietrznymi USA w Waszyngtonie. Mechanizm, działający perfekcyjnie, przetransmitował jeden z najbardziej dramatycznych komunikatów jakie kiedykolwiek nadano, mianowicie informacje o przerażającym opadaniu, minutę przed wyskoczeniem na spadochronach.

17

18



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Chociaż byliśmy w ciepłych promieniach słonecznych, które powinny zwiększyć objętość gazu i zwiększyć siłę noszenia, Explorer był spowolniony i nie był skłonny by się wznosić, w rzeczywistości trochę osiadł. Stało się jasne, że ponieważ mieliśmy do czynienia z niezwykle dużym balonem, odpowiedzi nasuwały się same. Nagle Anderson rozładowywał i wyrzucił torbę po torbie przez śluzę powietrzną zbiornika zsypowego – prawie 400 funtów ładunku. Nagle balon zaczął się wznosić, wkrótce wskaźnik wznoszenia wskazywał prędkość wznoszenia 500 stóp na minutę.

Podczas następnej godziny balon wznosił się stabilnie do 40 000 stóp, prawie tyle zaplanowaliśmy. Nigdy na żadnych wcześniejszych lotach do stratosfery nie zdarzyło się, że balon miał przerwę we wznoszeniu się między ziemią, a maksymalną wysokością lotu.

Przez półtorej godziny, Kapitan Anderson, poprzez ostrożne i ciągłe operowanie zaworem, utrzymywał balon w perfekcyjnej równowadze. Ani nie opadał, ani się nie wznosił.

Byliśmy na 40 000 stóp, jak zaplanowano, podczas gdy różne urządzenia wykonywały różne cykle do których były stworzone. Odpaliliśmy licznik Gajgera by zanotować kierunki ruchów promieni kosmicznych. Magnetyczne przekaźniki tego urządzenia klikały gdy promienie przechodziły przez cienki otwór aparatu.

Kiedy klikanie było na poziomie jeden lub dwa na minutę przy poziomie ziemi, tutaj urządzenie klikało znacznie szybciej. Później brzmiało to, jak kilka maszyn do pisania w biurze, albo jak stado kurczaków dziobiące ziarno z metalowego garnka. Promienie przechodziły teraz ok. 50 razy szybciej niż przy powierzchni ziemi.

Zakręciliśmy zawór z gazem i Explorer ponownie zaczął się wznosić. Było prawie południe, czasu górskiego (standardowego czasu w USA -  regionu położonego w rejonie gór skalistych, 7 godzin różnicy czasu względem Greenwich), i przez następną godzinę poruszaliśmy się równomiernie w górę. O 13.00 dochodziliśmy do poziomu 60 000 stóp i Major Kepner przygotowywał balon by przejść w stan równowagi. Zaczęło się operowanie zaworem i balon zaczął opadać.

WSZYSTKO DOBRZE – NAGLE ROZDARCIE W BALONIE

W czasie gdy przekazywałem odczyty z instrumentów przez radio, usłyszałem nagle brzęknięcie i hałas na górze gondoli.


Spojrzeliśmy w górę przez trzy-calowa szczelinę i zobaczyliśmy ze hałas był spowodowany dodatkową  małą lina zwisającą z góry gondoli.

Co spowodowało ze sznur odpadł? Patrząc wciąż wyżej, byliśmy zaskoczeni widząc ogromne rozdarcie w dolnej powierzchni balonu. Było wtedy kilka minut po 13. Gaz nie rozszerzał się wystarczająco by kompletnie wypełnić balon. Gdyby rozdarcie się wydarzyło, góra balonu powinna stać się zaokrąglona na wysokości ok. 65 000 stop. Wodór „wylewałby” się przez tzw. appendix – dodatkowy otwarty rękaw (przerwa we włóknie) w górnej części balonu i Explorer automatyczne przestałby się wznosić. Od tego momentu, jako że pozbyliśmy się dodatkowego balastu, mogliśmy się wzbić do 75000 stop.

Wzbijanie się wyżej po pojawieniu się rozdarcia nie było zalecane. Gaz znajdował się jedynie poniżej rozdarcia. Operowaliśmy pokrętłami od gazu. Ale bardzo gorące promienie słoneczne rozszerzały wodór tak szybko ze operowanie pokrętłami powodowało tylko kontrolę nad nadwyżką gazu. Minęło 20 minut zanim powłoka balonu zaczęła opadać. W rzeczywistości, on trochę się zwiększał.

Wyobraźcie sobie nasze uczucie przez kilka minut! Wyglądało to jakby wąż od zaworu rozdzielił się z rozdartym włóknem. Gdyby to się zdarzyło, bylibyśmy bezradni. Operowaliśmy tym zaworem nie mniej niż 150 razy podczas lotu. Nigdy nas nie zawiodło chociaż ani nie widzieliśmy, ani nie słyszeliśmy tego zaworu pracującego.

Przez górny iluminator obserwowaliśmy powiększające się rozdarcie we włóknie. Minuty wolno mijały, magnesy promieniowania kosmicznego klikały, brzęczyki stukały z całych sił w barometrze, urządzenia w kamerach klikały jednocześnie z regularnymi przerwami.

Ponad naszymi głowami było 5 szklanych fiolek, każda miała ponad stopę średnicy, z których wypompowano powietrze. Zamierzaliśmy otworzyć je na wysokości 75 000 stop żeby uzyskać próbki powietrza ze stratosfery, ale teraz otworzyliśmy je na wysokości 60 000 stop. Słyszeliśmy słaby syk jak każdy z zaworów się odłamywał, metodycznie, zamykaliśmy zawory ponownie, tym samym zapieczętowując próbki.


Po drugiej stronie gondoli stał Major Kepner, a jego ręka leżała na specjalnej dźwigni, która zwolniłaby spadochron o powierzchni 80 stóp, zainstalowany przez jego projektanta, Majora E. L. Hoffmana. Kepner był gotowy by zwolnić dźwignię, co spowodowałoby rozpadniecie się balonu. Jednakże, kiedy balon został rozerwany na dużo mniejszej wysokości, nikt nawet nie sięgał po dźwignię od spadochronu.

19

CZY WIDZIAŁES KIEDYŚ PORTRET Z PROMIENIOWANIA KOSMICZNEGO?
BADANIE TEJ ZAGADKOWEJ FORMY ENERGII BYŁO JEDNYM Z GŁÓWNYCH CELÓW TEGO LOTU. TUTAJ BRYGADIER GENERAŁ OSCAR WESTOVER, ASYTENT DYREKTORA SIŁ POWIETRZNYCH USA, KONTROLUJE FOTOGRAFICZNE ZAPISY TESTOWE POKAZANE MU PRZEZ KAPITANA STEVENSA. GENERAŁ WESTOVER, CZŁONEK KOMITETU DORADCZEGO LOTU I WETERAN BALONIARSTWA, PRZELECIAŁ SAMOLOTEM Z WASZYNGTONU DO OBOZU TUŻ PRZED ODLOTEM.

OPIS OPADANIA PRZEZ RADIO.

Obok Majora Kepnera był Kapitan Anderson, trzymający rękę na pneumatycznym zaworze balonowym. Oboje patrzyli na zmianę na balon powyżej, na wskaźnik wznoszenia (który, teraz stał się wskaźnikiem opadania) i na stratoskopy, które dawały znaki o prędkości opadania.

Czasami rozmawialiśmy przez radio. Ale delikatnie inna rozmowa toczyła się, gdy usłyszeliśmy ostrzegające odgłosy ponad nami. Delikatne odgłosy gwiżdżenia nadchodziły z dachu gondoli co pewien czas. Niektóre z tych odgłosów oznaczały nowe rozerwania, albo powiększania się rozerwań już istniejących.

20

POWYŻEJ SWIECĄCY RZĄD SWIATEŁ KTÓRY OŚWIETLA NAJWIĘKSZY BALON ŚWIATA. DOMINUJĄCY NA AFISZU PRZEZ NOC Z 27 NA 28 LIPCA PONAD 60 000 KANDELI (JEDNOSTKI NATĘŻENIA SWIATŁA) ZALEWAŁY ELEKTRYCZNYM SWIATŁEM BALON I ZIEMIĘ PRZY KTÓRYM PRACOWAŁO PONAD 200 OSÓB.

21

PRZEZ WIJĄCE SIĘ SERPENTYNOWE TUBY Z PŁÓTNA POMPOWANO GAZ DO WIELKICH POJEMNIKÓW, TOREB.
ZDJĘCIA ZROBIONO W NOCY GDY NADMUCHIWANO BALON. KAPITAN ORVIL A. ANDERSON, DOWODZĄCY PRACĄ NA ZIEMI I WSPÓŁPILOT PODCZAS LOTU, POKAZANY KIERUJĄCY MĘŻCZYZNAMI, KTÓRZY OTWIERAJĄ ZAWORY CYLINDRÓW BY WTŁACZAĆ GAZ PRZEZ MATERIAŁOWE RURY. RURY ROZCIĄGAŁY SIĘ PRZEZ 300 STÓP WZDŁUŻ DOLINY AŻ DO ŚRODKA BALONU. PONAD 210000 STÓP SZEŚCIENNYCH HYDROGENU PRZEPŁYNĘŁO PRZEZ MATERIAŁOWE RURY PODCZAS 6-GODZINNEGO NADMUCHIWANIA. PONAD CYLINDRAMI ZNAJDUJĄ SIĘ SOSNOWE GAŁĘZIE, KTÓRE CHRONIĄ PRZED  PROMIENIOWANIEM SŁONECZNYM.


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Była pokusa by powyłączać wszystkie przyciski i wyciszyć instrumenty. Ostre brzęczenie tub barometru było szczególnie irytujące. Ale wciąż była możliwość by zachowywać odczyty z lotu, więc pozwoliliśmy mechanizmom pracować.

Pod nami była brązowa, opieczona słońcem ziemia, tak daleko ze nie mogliśmy rozróżnić ulic, torów lub domów. Nasz kierunek dryfowania się zmieniał, ale o to się nie obawialiśmy. Problem nie w tym gdzie mieliśmy wylądować, ale jak.

Na górze, gdy lecieliśmy ujrzeliśmy unikalny obraz przez górny iluminator. Gdy patrzyliśmy przez iluminatory, które były ustawione na 45 stopniach od pionu na słońce, o kolorze ciemno niebieskim, które było otoczone widokami wysokogórskimi, ale z pionowego iluminatora niebo było jak czarny jedwab na którym rozlano tusz i potem on zastygł – było czarne z miniaturowym odcieniem ciemnoniebieskiego koloru. Wyglądało to tak ciemno jak niebo w czasie zaćmienia słońca, kiedy nawet gwiazdy mogą być widoczne. Jednakże nam się nie przytrafiało patrzeć w gwiazdy podczas lotu, nasze zainteresowanie skupiało się na powiększających się rozdarciach w wielkim białym balonie nad nami.

Nie mogliśmy jednak przegapić olśniewającej jasności światła słonecznego i intensywnych promieni słonecznych odbijanych od takielunku (olinowania) balonu. Niektóre liny, zwłaszcza te najbliżej gondoli, były tak jasne, że prawie odblaskowe i wyglądały większe niż w rzeczywistości. Możliwe, że kontrast między ekstremalnie oświetloną powłoka balonową i olinowaniem, a niebem, sprawiał że niebo wyglądało ciemniej niż w rzeczywistości było.


Na wysokościach, jednakże, nie można było się spodziewać dużo światła z powietrza bezpośrednio ponad nami, ponieważ powietrze stratosfery jest tak czyste, tak rzadkie i tak wolne od wilgoci i od zanieczyszczeń, kurzu, że nie rozpraszało światła słonecznego do takiego stopnia jak przy ziemi.

22

DALEKOSIĘŻNE SZPIEGOWANIE BALONÓW PRZYPOMINAJĄCYCH ZABAWKI
Codziennie z obozu wysyłano w niebo małe balony by pomogły w zbieraniu danych na temat prędkości i kierunku wiatrów na różnych wysokościach. V. E. Jakl, ekspert z biura prognoz USA z Kansas City, odpowiedzialny za obozowe biuro prognoz, obserwuje wznoszący się balon. Małe ciała niebieskie, białe, czerwone lub czarne w zależności od tego czy niebo jest bezchmurne, pokryte ciemnymi czy białymi chmurami, są widziane w zaskakujących odległościach. W dniu nadmuchiwania, białe ciało widziano przez 57 minut dopóki nie było dalej jak 30 mil i wyżej jak 7 mil.

Z naszych urządzeń wiedzieliśmy, że na zewnątrz było prawie 80 stopni Fahrenheita poniżej zera. My byliśmy we względnie ciepłym wnętrzu, ok. 10 stopni na plusie, ale stawało się coraz chłodniej. Utworzył się już wąski pasek lodu w naszej gondoli, ok. 2 cali pod sufitem. Na początku było skroplenie wilgoci na ścianach. To zamarzło i lód się kumulował aż do obecnej warstwy ok. 8 cali w różnych miejscach. Niższe części ścian nie były tak zimne; ku naszemu zaskoczeniu, gdy podnieśliśmy panel podłogowy i dotknęliśmy metalu przy spodzie gondoli był on względnie ciepły. Gdybyśmy kontynuowali lot jeszcze przez kilka godzin, jak planowano, temperatura wewnątrz gondoli mogłaby spaść nawet do 20 – 30 stopni Fahrenheita poniżej zera.

POMIMO OPADANIA, KONTNUOWALIŚMY RUTYNOWE ZAJĘCIA

Wciąż musieliśmy wykonywać różne rutynowe obowiązki. Jednym z nich było obserwowanie ilości płynnego powietrza, by ulatniało się w wymaganym stopniu i by wypuszczać powietrze z gondoli od czasu do czasu, aby utrzymać wewnętrzne ciśnienie niższe niż 9 funtów na cal sześcienny.

Warczał elektryczny wentylator przesyłając strumień powietrza przez cewki aparatu z płynnym tlenem ku powierzchniom (ekranom) z chemikaliami, które wciągały dwutlenek węgla wytwarzany przez nasze oddychanie.


Wszystko wewnątrz gondoli pracowało perfekcyjnie, dlatego wydawało się dziwne gdy spieszyliśmy się na dół, by uniknąć wielkiego niebezpieczeństwa.

23

GONDOLA OTRZYMUJE OSTATNIE POPRAWKI
Major Kepner jest na górze gondoli. Kapitan Stevens pojawia się  w otwartym włazie. Kapitan Anderson, nie pokazany na obrazku, jest także wewnątrz. Przed Majorem Kepnerem jest kosz zawierający spektrograf, który później został obniżony do poziomu 500 stóp pod gondolą. W długiej ciemnej wiązce wiszącej na olinowaniu po lewej, znajduje się 9 spadochronów, które można było użyć przy zrzucaniu baterii i innego wyposażenia. Poniżej i dalej po lewej jest torba zawierający balon o wielkości 80 stóp który został dostarczony by obniżyć gondolę. W rolce poniżej włazu jest lina o długości 580 stóp, która ma być użyta podczas lądowania. Po każdej stronie są ramiona wspierające urządzenia. Zostały one później obniżone do pozycji horyzontalnych.


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
DÓŁ ODPADA OD BALONU

Wszyscy wspięliśmy się i przyglądaliśmy się balonowi. Był strasznie rozdarty. Dużo więcej rozdarć pojawiło się w nim. Pytanie było: Jak długo wszystko się będzie razem trzymało? Gdy ogromny balon opadał przez powietrze, pojawiło się wielkie falowanie materiału w dolnym włóknie, które poruszało się raz w jedną raz w drugą stronę. Przy każdym falowaniu rozdarcia stawały się coraz większe.


Nagle, cały spód balonu odpadł. Mogliśmy teraz obserwować całe wnętrze balonu. Pozostała tylko część znajdująca się ponad niższą lina nośną. Balon bez spodu odgrywał w znacznym stopniu rolę spadochronu. To był piękny widok, okrągły, ściśnięty i symetryczny. Ale był za bardzo ściśnięty, byśmy byli bezpieczni.

Wciąż mieliśmy ogromny ładunek pozostawiony w gondoli i musieliśmy jak najszybciej ten ładunek zmniejszyć. Kepner i Anderson poluzowali spektrograf i poleciał on na ziemię na swoim własnym spadochronie.

Wspiąłem się z powrotem do gondoli i zacząłem pozbywać się balastu. Według planów ustalonych przed lotem, najpierw wypuszczono całe płynne powietrze które pozostało. Później dwa puste pojemniki zostały przywiązane do spadochronów i wyrzucone za pokład. Następnie pozbyliśmy się setek funtów ołowianego balastu, wyrzucony on został przez zbiornik zsypowy i strumieniami przez właz, po otwarciu każdej torebki.


Mogliśmy się pozbyć balastu gwałtowniej gdybyśmy zrzucali go „hurtowo” ale pozbywaliśmy się go w ten sposób, by nie zranić żadnych osób na ziemi.

24

DWA BAROMETRY GOTOWE DO NAUKOWEJ SZTAFETY
Ponieważ planowano wznoszenie przez względnie gęstą niższą atmosferę i wkroczenie do obszaru gdzie powietrze jest bardzo rzadkie, dostarczona dwa barometry. Trzy białe, pionowe tuby po lewej (najlepiej widziane na dole) są dwoma szklanymi tubami w kształcie litery U i barometrowymi słupkami rtęci, ze skala milimetrową pomiędzy nimi. Po prawej są podobne tuby i skale barometrów w których kolumnach jest płyn zwany n-butyl pthalate  W rzadkim powietrzu słupki rtęci opadają nieznacznie, nawet przy znacznym wzroście w wysokości. W takich regionach skala z n-butyl pthlate reaguje lepiej i jest bardziej czuły. Na stole po prawej jest pojemnik z aparatem nagrywający automatycznie odczyty z barometrów. Obok barometru jest porucznik J. F. Phillips, który asystował Kapitanowi Stevens w pracach technicznych w obozie. Porucznik Phillips, z młodszym sierżantem G. B. Gilbert, uzyskali nadzwyczajne fotografie balonu z powietrza odtworzonego w tym artykule.

25

ZWIĄZANY GIGANT SZARPIE SIĘ NA WIĘZACH.
Z całym gazem w środku, balon ciągnął do góry z mocą ok. 7 ton. Trzy z wiążących lin rozciągających się górnej obręczy lin nośnych, szybko, przed aparatem, strzelały jedna przed drugą tuż przed zrobieniem zdjęcia. Większość obsługi ruszyła ku centrum balonu i chwycili samą powłokę.

Byliśmy wszyscy gotowi do wyjścia, ale chcieliśmy zostać z balonem tak długo jak to możliwe, żeby uniknąć bycia niezaznajomionym z nim gdy będziemy lądować. Na wysokości 10 000 stóp naprawdę powinniśmy opuścić balon, ale nie chcieliśmy zostawiać tych wszystkich naukowych urządzeń. Więc zostaliśmy. Na 6 000 stóp ponownie podjęliśmy dyskusję na ten temat i zdecydowaliśmy się opuścić balon. Ostatni odczyt wysokościomierza jaki przekazałem to 5 000 stóp nad poziomem morza.

Ponieważ ta część Nebraski była 2000 stóp nad poziomem morza, byliśmy w rzeczywistości tylko trochę więcej niż pół mili nad ziemią.

W międzyczasie Kapitan Anderson na górze gondoli miał problem ze swoim spadochronem. Uchwyt do zwolnienia spadochronu przyczepił się do czegoś i spadochron się otworzył. To była sytuacja która mogłaby być kłopotliwa dla laika. Była tylko jedna rzecz którą można było zrobić – zebrać cały materiał pod ramię i przygotować się do skoku.

Podczas zbierania materiału, Anderson schodził na dół aż jego obie stopy znajdowały się w miejscu z którego planowałem zeskoczyć. Andy był wielkim mężczyzną ale nigdy wcześniej nie widziałem, że jego stopy są tak wielkie. Teraz, patrząc na otwarcie częściowo zablokowane końcówkami pedałów, krzyknąłem: „Hej, zabieraj swoje wielkie stopy z mojej drogi! Chce skoczyć”.

Nie ważne czy Anderson usłyszał mnie czy nie. Wszystko zaczęło się dziać coraz szybciej. Stopy zniknęły i wtedy wiedziałem, że skoczył. Jak skoczył, balon eksplodował.

Ciśnienie nagle stawało się zbyt wielkie i włókno balonu zaczęło strzelać w setki różnych miejsc.
Gondola opadała jak kamień.

Próbowałem dwa razy wyskoczyć przez właz gondoli, ale ciśnienie zewnętrzne wokół gwałtownie spadającej kuli wpychało mnie do środka. Więc się cofnąłem. Udało mi się  wyjść w poziomej pozycji, twarzą do dołu, z nogami i ramionami rozpostartymi jak u żaby. Do tego czasu opadliśmy 1500 stóp i spadaliśmy tak szybko, że ciśnienie wiatru trzymało mnie praktycznie na wysokości razem z gondolą. Innymi słowy, nie oddalałem się od niej ale spadałem razem z tą samą prędkością. Obróciłem się o 180 stopni i gdy opadałem w pozycji pionowej pociągnąłem linkę wyzwalającą spadochron. Spadochron natychmiast się otworzył.

OPADAJĄCE WŁÓKNO ZAGRAŻA SPADOCHRONOWI.

Szarpnięcie było takie, jakby skakało się z samolotu lecącego 80 mil na godzinę. Biały jedwab otworzył się w wielki okrąg – i wtedy spory kawałek materiału z gondoli opadł na mój spadochron.


Przez sekundę wyglądało to, jakby balon przejął mój spadochron. Włókno balonu pokryło centralną część spadochronu. Na szczęście spadochron wyślizgnął się spod włókna balonu i się uwolnił.

A co z Kepnerem i Andersonem? Rozejrzałem się wokół i dostrzegłem dwa inne spadochrony i wiedziałem wtedy, że oni byli bezpieczni. Bezpośrednio pode mną, usłyszałem jak gondola roztrzaskuje się o ziemi i zobaczyłem kłęby kurzu. 40 sekund później ja również uderzyłem – na szczęście z trochę mniejszym trzaskiem – a spadochron przeciągnął mnie jeszcze kilka stóp twarzą w dół przez ciemny bród pola kukurydzy w Nebrasce. Kilka minut później Major Kepner, Kapitan Anderson i ja zwinęliśmy spadochrony i pospieszyliśmy do miejsca gdzie gondola spadła: już było tam obecnych kilkoro ludzi, wynurzając się zza horyzontu, za minutkę było widać już setki osób zmierzających przez pola do wraku.

SAMOLOT ŚLEDZIŁ KURS BALONU

Porucznik J. F. Phillips wylądował już swoim samolotem na sąsiedzkim polu. On i sierżant G. B. Gilbert podążali za nami, robiąc zdjęcia i od płd. Dakoty widzieli praktycznie każdy szczegół naszego lotu aż do wysokości jaką mogli dostrzec, 25 000 stóp i nawet sfotografowali finałowy wybuch balonu, jako że mogli nas okrążać. Byliśmy w polu kukurydzy niedaleko od miasta Holdrege w Nebrasce.


Wtedy okazało się, że setki miejscowych ludzi śledziło balon w swoich samochodach. Wkrótce na polu roiło się od widzów.

Tłum chętnie pomagał w zwijaniu włókna balonowego. Jednak, jak wszyscy ludzie na świecie, byli oni nieugięci w poszukiwaniu pamiątek z lotu. Spora liczba małych fragmentów włókna latała nad polem i prawdopodobnie każda osoba z tłumu podniosła mały kawałek impregnowanego gumą włókna.

Major Kepner i ja weszliśmy do chatki pana Reubner Johnson, na którego polu wylądowaliśmy, by zadzwonić i wykonać kilka telegramów. Przez kilka chwil byłem świadom tego, że było ok. 100 stopni w cieniu (ale cienia nie było), a ja wciąż miałem na sobie dwie warstwy ciężkiej wełnianej bielizny i lekki płócienny kostium lotniczy; więc będąc w domu poprosiłem o możliwość zrzucenia trochę ubioru.


Po kilku minutach byłem ubrany tylko w płócienny kombinezon, a dwie warstwy bielizny wyniosłem i wywiesiłem je na ogrodzeniu. Później wszedłem do środki by odebrać wszystkie wiadomości telefoniczne.
Gdy wyszedłem, okazało się, że łowcy pamiątek zabrali moją bieliznę! Nigdy potem już jej nie widziałem. Być może została ona podzielona w małe kawałki.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

26

CI POGODOWI EKSPERCI BYLI ARBITRAMI OD DATY LOTU BALONU.
Do tego małego pokoju w głównej siedziby bazy lotniczej „Stratocamp” napływały przez telegraf lub radio raporty pogodowe pełniejsze niż te osiągające zurbanizowane centra USA. Kompletne mapy kontynentu płn. Ameryki były rysowane rano i wieczorem tak, aby wyśledzić i zaobserwować pogodę odpowiednią do lotu. Po prawej siedzi V. E. Jakl, z biura pogodowego USA, jest on odpowiedzialny za prace meteorologiczne, w centrum jest sierżant W. F. Bernheisel – amerykańskie oddziały łączności, po lewej stoi szeregowy Horace Slutter, siły powietrzne USA.

Być może, jak części balonu, które otrzymywałem pocztą, części bielizny również mogą nadchodzić z prośbą by złożyć na nich autograf!

Jeśli chodzi o naukowe wyniki misji to nie wyglądało to zbyt ciekawie, kiedy weszliśmy na zwinięte włókno, które przykrywało gondole, zepchnęliśmy je i odkryliśmy, że nasza przepiękna biało-czarna kula roztrzaskała się jak jajko. Była prawie rozpłaszczona, a pęknięcia przebiegały w każdych kierunkach przez nieregularnie zakrzywioną górę.

Pożyczyliśmy siekierę i przebiliśmy się przez kilka niepękniętych miejsc, usuwając powłokę skorupy. Wewnątrz, urządzenia z których byliśmy tak dumni rozdzierały serce będąc kupą złomu.

Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że mając wszystkie dane utrwalone na zdjęciach, wciąż były szanse, by niektóre negatywy przetrwały. Więc usunęliśmy każdą rolkę z filmem jakie mogliśmy znaleźć i szybko je zawinęliśmy by chronić przed kolejnymi zniszczeniami. Na szczęście, po kilku tygodniach, wstępne raporty z naukowych laboratoriów rozproszyły nasze czarne myśli jakie na początku zbudowaliśmy sobie w naszych głowach.

Spektrograf, który Major Kepner i Kapitan Anderson wypuścili przed wybuchem balonu, został sprowadzony na ziemię dzięki swojemu spadochronowi tak delikatnie, jakby został przekazany w ręce wykwalifikowanego pracownika. Wszystkie jego skomplikowane i delikatne mechanizmy były w perfekcyjnym stanie i działały na ziemi. Nagranie fotograficzne było kompletne i nietknięte i w opinii Dr. Brian O’Brien z uniwersytetu Rochester, który nadzorował konstruowanie tego urządzenia, film ujawnił cenne naukowe informacje.

Spektrograf został zaprojektowany by zbadać określoną porcję spektrum (widma) bezpośrednich promieni słonecznych, by zauważyć różnice w spektrum, gdy urządzenie wznosiło się ponad ziemię i otrzymywało promienie słoneczne przez coraz to rzadsze powietrze.


Spodziewano się, że różnice w spektrum, mogły być głównie spowodowane zmianą w ilości ozonu w promieniach słonecznych które docierały do spektrografu, a odczyty dadzą nam dodatkową wiedzę o warstwie ozonowej w wyższym powietrzu. Ta warstwa, chociaż niewidzialna, odbija trochę aktywnych ultra-fioletowych promieni słonecznych tak efektywnie, jakby to były czarne chmury, więc odgrywa ona ważną rolę w umożliwieniu i wspieraniu życia na ziemi.

27

ZRÓWNOWAŻONY I PRZYGOTOWANY DO WSPINACZKI W CHMURY.
O świcie 28 lipca przywiązano gondolę do wspierających lin i Explorer był gotowy do wzbicia się w stratosferę. Wątłe linki rozciągające się przekątnie w dół z górnej liny nośnej są podwójnie olinowane, wzmocnione. Kilka minut po tym jak zrobiono to zdjęcie, przeciągnięto te liny przez przelotki i opuszczając, zostawiając jedynie wagę gondoli i kilka podręcznych linek trzymających balon przy ziemi.

28

KAMERY NIESTRUDZENIE ODCZYTUJĄ WSKAZANIA PODCZAS LOTU.
Jedno z setek zdjęć zrobionych przez automatyczne kamery, gdy balon wznosił się do stratosfery. Ten odczyt zrobiony o 12.36, co wiadomo z odczytu barografu pokazuję wysokości 43000 stóp, temperaturę na zewnątrz ok. 70,1 stopnia Fahrenheita poniżej zera. (To wiadomo z odczytu skalowego, 17). Fotografia także pokazuje jasność słońca, 4 500 stopoświecy ( jednostka natężenia oświetlenia) (urządzenie nie skierowane bezpośrednio na słońce); jasność nieba ok. 80 świec na stopę sześcienną; temperaturę w gondoli 17 stopni Celsjusza (53.8 stopni Fahrenheita); i nachylenie gondoli 1,3 stopnia w jednym kierunku i 4 stopnie w drugim.
NAGRANIA FILMOWE OCALONE

Dwa inne spektrografy wewnątrz gondoli dostarczone przez uniwersytet w Rochester i firmę optyczną Bausch and Lomb, w skutek upadku mocno się rozbiły. Jednak filmy ocalały i gdy je rozwinięto okazało się, że znaczne części taśmy są możliwe do odczytania. Jeśli wystarczająco dużo danych zostało na nich zachowanych, jest możliwe, że odczyty z laboratorium, które wcześniej zaplanowano, się powiodą i osiągnięcie nawet większej ilości danych i nowych informacji dotyczących rozmieszczenia ozonu i wysokości głównego punktu kumulowania się ozonu poprzez badanie dwóch spektrografów razem będzie możliwe.


Na wiszących spektrografach były sznury małych kwarcowych tub zawierające 10 rodzajów przetrwalników (zarodników). Dostarczone one były przez Dr Fred Meier z Departamentu Rolnictwa. Pomimo ich ostrego traktowania, intensywnego chłodu, rzadkiego powietrza i palącego słońca stratosfery, też zarodniki nie ucierpiały, lecz kontynuowały rozwijanie się szybciej niż kiedykolwiek kiedy powróciły do laboratorium w Waszyngtonie.


Trzy specjalne elektroskopy, dostarczone przez Kalifornijski Instytut Technologiczny, przenoszone były na półkach w gondoli. Jeden był nieosłonięty, drugi miał osłonę 4 calowego solidnego ołowiu wokół, a trzeci był osłonięty przez 6-calową warstwę solidnego ołowiu. Wszystkie trzy urządzenia były mocno zniszczone, a ich taśmy filmowe miały zniszczenia o różnych stopniach. Dwie rolki były całkowicie zniszczone, trzecia była przyćmiona na końcu, ale reszta dawała wyśmienity, czysty odczyt.

29

TEN ZAWÓR , NOWY WYNALAZEK, BYŁ DOSŁOWNIE RZECZĄ KTÓRA RATUJE ZYCIE.
Ponieważ zawór na górze mamuciego balonu był 300 stóp od gondoli a lina pomiędzy tymi dwoma punktami mogłaby się łatwo zaplątać, Kapitan Stevens, po lewej, wynalazł zawór sprężający by uwolnić wodór. Urządzenie działało perfekcyjnie nie mniej niż 150 razy podczas lotu, przez prawie 400 – stopowy wąż. Kapitan Anderson obserwuje test.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

30

TESTOWANIE MECHANIZMU ZAOPATRUJĄCEGO GONDOLĘ W POWIETRZE.
Pokazany aparat składający się z tub i z butelek zawierających chemikalia, był użyty do sprawdzenia ilości dwutlenku węgla i tlenu w powietrzu w pomieszczeniu, gdzie trzech mężczyzn było zamkniętych i kiedy urządzenie do usuwania dwutlenku węgla było w akcji.

31

EXPLORER RYWALIZUJE W POWIETRZU Z INNYM CIAŁEM NIEBIESKIM.
Księżyc, tuż po pełni, oświetlał z góry Stratocamp i był on także na niebie gdy balon się wznosił. Na tej fotografii balon jest na wysokości 15 000 stóp i się trochę powiększył. Major Kepner i Kapitan Stevens właśnie zaczęli opuszczać ciężki spektrograf.
Tylko balon rozmiarów Explorer mógłby podnieść tak wielkie i ciężkie urządzenia. Na przykład elektroskop, otoczony przez 6-calowy ołów, ważył prawie 600 funtów. Taka grubość jest konieczna, by otrzymać odpowiednie dane z penetracji promieni kosmicznych. Nie ważne jak mały jest elektroskop, kula z ołowiu o promieniu 6 cali wokół elektroskopu nie może być przetransportowana przez żaden balon bezobsługowy, używany do zbierania danych z powietrza.


Przy badaniu promieni kosmicznych ważne jest, by balon był wypoziomowany przez pewien okres parę razy podczas lotu. To wydaje się być możliwe tylko na balonie obsługiwanym przez człowieka. Używanie większego balonu jest o wiele kosztowniejsze, lecz dużo więcej informacji może zostać zebranych podczas takiego lotu, niż lecąc kilkoma małymi balonami. Biorąc pod uwagę koszt na funt urządzeń przenoszonych balonem, lot wielkim balonem nie jest zbytnio drogi.

32

JAK „PODPISUJĄ SIĘ” PROMIENIE KOSMICZNE
Te powiększone zdjęcia odczytu z jednego z trzech elektroskopów dostarczonych przez Dr. Roberta A. Millikana, z Kalifornijskiego Instytutu technologicznego, pokazują wzrost intensywności promieni podczas wzrastania wysokości balonu. Przestrzeń (od prawej do lewej) od początku jednej białej linii do początku kolejnej przedstawia 5 minut. Zwiększający się spadek linii wskazuje większą intensywność promieni penetrujących urządzenie. Wyższe linie, wykreślanie, zostało zrobione przy ziemi przed lotem, średni odczyt na ok. 40 000 stóp nad poziomem morza, na dole odczyt na 60 000 stóp.

BADANIA PROMIENI KOSMICZNYCH

Nasz skomplikowany aparat, licznik Geigera, został zbudowany przez Dr. W. F. G. Swann i Dr. G. L. Locher z fundacj badawczej Bartol z Instytutu Franklina. Ten aparat był odpowiednikiem zbioru teleskopów umieszczonych tak, by promienie nadchodziły i by mogły być przeliczane z poziomu, pionu i z dwóch kątów. By używać tych urządzeń Doktora Robert A. Millikan i Doktora Victor Neher, balon został sprowadzony do 40 000 stóp i tam dryfował na tej wysokości przez ponad godzinę. Planowano zrobić to samo na wysokości 60 000 stóp i 75 000 stóp.

33

W DRODZE!
Samolot z którego robiono zdjęcie osiągnął pułap 25 000 stóp. Balon był na wysokości 30 000 stóp i wzbijał się 600 stóp na minutę. Balon jest w ¼ pełen ( na wysokości 60 613 stóp wodór się powiększał tylko w dół do niżej wiszącej obręczy, pełne napompowanie mogło się odbyć przy 65 000 stóp). Poniżej jest oświetlona słońcem Płd. Dakota i, tuz ponad, jest spowity mgłą horyzont. Balon jest mocno oświetlony, ale powietrze stratosfery ponad nim, czyste, rzadkie, wolne od wilgoci i kurzu, nie wpływa na negatywy fotograficzne, jak powietrze przy ziemi. Zdjęcie pokazuje, że rozszczepione światło staje się coraz słabsze ku zenitowi/szczytowi. Na wysokości 60 613 stóp niebo było czarne dla oczu i dla aparatu, kiedy patrzyliśmy prosto w górę. Na 45 stopniach w górę niebo było ciemno niebieskie.
Gdy gondola była w równowadze, obracała się ona trwale, dlatego liczniki były sukcesywnie kierowane ku wszystkim odczytom kompasu.

By dopełnić tego zadania wystawiliśmy na ramieniu o długości 14 stóp wentylator do obracania balonu. Kiedy po raz pierwszy włączyliśmy go na wysokości 40 000 stóp byliśmy zdumieni jak szybko wentylator zaczyna obracać balonem. Właściwie musieliśmy zatrzymywać wentylator od czasu do czasu by uniknąć zbyt gwałtownych obrotów.

Aparat Dr. Swann ucierpiał najbardziej podczas upadku katastrofy. Obudowy się roztrzaskały, delikatne tuby i liczniki radiowe były rozbite a odczyty fotograficzne zostały poddane działaniu promieniu słonecznych. Później te nagrania zostały ostrożnie zbadane przez Laboratorium Badawcze Eastman Kodak i odkryto, że ponad połowa odczytów wykonanych na wysokości 40 000 stóp było czytelne. Kiedy braliśmy pod uwagę te dane i również inne osiągalne w Biurze Standardów, odzyskane dane mogą zwiększyć naszą wiedzę o kierunku promieni słonecznych.

Dwa zapieczętowane barometry wiszące poza gondolą, były po to, by oficjalnie sprawdzać osiągniętą wysokość. Były one zapakowane w drzewo balsa ( lekkie, mocne drewno używane głównie przy budowie łodzi) i trzymane w jednym miejscu w grubej izolacji gumowej nie ucierpiały prawie wcale przy upadku.

Zakrzywienia „uplecione” z odczytów na przydymionych cylindrach barografu dają dokładny odczyt wysokości w każdej minucie podczas 9 godzin i 57 minut lotu. Pokazują one że osiągnęliśmy wysokość gdzie odczyty barografu odpowiadały ciśnieniu 51 milimetrów rtęci (w słupku rtęci). Normalne ciśnienie na ziemi wynosi 760 milimetrów.

Według obliczeń Biura Standardów USA, 51 milimetrów rtęci, w dominującej temperaturze, wskazuje wysokość 60 613 stóp n.p.m. To był drobiazg do 61 237 stóp (podwójnej wysokości naszego balonu) ustanowionego przez Komandora T. G. W. Settle i Majora Chester Fordney.


Zaniechaliśmy wznoszenia o 624 stopy do najwyższego wzniesienia balonu wykonanego na półkuli zachodniej. Gdyby nie przytrafiło nam się rozdarcie, moglibyśmy się wznieść jeszcze o co najmniej 15 000 stóp. Perfekcyjne odczyty barografu z naszego lotu były niewątpliwie największym ocaleniem. Pozwoliły one nam rozwiązać kilka praktycznych zagadek i wywnioskować sporo nowych naukowych danych.

34

NA PROGU STRATOSFERY
Explorer był 7 mil od ziemi gdy wykonano to zdjęcie z samolotu w płn. Nebrasce.


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

35

WZNOSZENIE SIĘ NAD MALOWINICZYM TERYTORIUM PŁD. DAKOTY.
Pod balonem znajdują się żyzne pola, ale obie krawędzie wąskich pasów farm oddziela erodowany grunt, jak złowrogi gigant wielkim dłutem.

36

EXPLORER BLISKA KOŃCA SWEGO PODBOJU
Explorer, na wysokości 8 000 stóp nad Nebraską, opada z prędkością  ok. 700 stóp na minutę. Rozerwane włókno z góry balonu zwisa i dotyka gondoli, setki stóp poniżej. W odległości na środku pokazana jest rzeka Platte.

37

POTEM SPÓD ODPADA.
Teraz balon jest na wysokości 7 000 stóp, trochę więcej niż gigantyczny spadochron. Włókno na dole prawie kompletnie się rozerwało wokół balonu. Trzyma się tylko na wąskim pasku po prawej i na linach które trzymają gondolę.

38

MGNĄCA GONDOLA, ROZERWANE SZCZĄTKI BALONU I DWA SPADOCHRONY.
Natychmiast po eksplozji balonu, gondola zaczęła opadać z przeogromną prędkością. Ocalał tylko otwarty rękaw balonu który wzbija się ku stratosferze. Jeden spadochron jest widoczny tuż nad pozostałościami balonu. Drugi pojawia się na górze fotografii. Pomiędzy nimi są liczne fragmenty włókna wysadzone w powietrze gdy eksplodował balon. Gondola jest ok. 800 stóp nad ziemią.

39

KONIEC LOTU I CHMURA KURZU!
Tutaj widać wysuszone pole kukurydzy na farmie w Nebrasce, blisko Holrege, gondola się tutaj rozbiła. Zdjęcie zostało zrobione z towarzyszącego balonowi samolotu amerykańskiego wojska w momencie zderzenia. Okrąg kurzu po uderzeniu rośnie. Balon wybuchł minutę przed zderzeniem a fragmenty balonu po eksplozji widoczne są gdy opadają na dół. Spadochrony dwóch baloniarzy są wciąż w powietrzu delikatnie po prawej od gondoli. Na sąsiedzkim polu obok jest spektrograf, który został odcięty i opadł bez żadnego zadrapania na własnych spadochronach. Roztrzaskana gondola jest pokryta włóknem balonu które pozostało przyczepione do gondoli po eksplozji.

40

POLE KUKURYDZY W NEBRASCE STAJE SIĘ ŚWIATOWYM CENTRUM INFORMACJI.
Telegrafy radio i prasa uczyniły pole Reubena Johnson’a, obok Holdrege w Nebrasce, na którym rozbił się Explorer, znane milionów ludziom na całym świecie. W przeciągu pięciu minut po rozbiciu, setki widzów zbierały się wokół wraku. Kapitan Stevens, w płóciennym, lotniczym kombinezonie kieruje przy ratowaniu ocalałych urządzeń. Porucznik Phillips, który wylądował swoim samolotem na sąsiedzkim polu natychmiast przy katastrofie, pomaga w pracy. Rozbita kula metalu i poplątane liny które trzymały gondolę pojawiają się po prawej. Wielka część włókna balonowego jest widoczna po lewej na pierwszym planie.


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
DANE O TEMPERATURZE OCALAŁY

Na jednym z ocalałych nagrań fotograficznych cześć informacji o ciśnieniu była stracona, ale czas i temperatura powietrza na zewnątrz były wyraźnie widoczne. Odczyty czasu były wspólne dla oddzielnych odczytów ciśnienia i temperatury, więc byliśmy w stanie stworzyć tabelę i krzywą pokazującą jak zmieniała się temperatura ze zmianami w wysokości. Te same fotografie, które dały nam wskazania zewnętrznych temperatur, także dostarczyły dane zbierane przez lot o zmianach w jasności nieba i słońca, i o temperaturze wewnątrz gondoli. Temperatura opada gwałtownie gdy opuszcza się skorupę ziemi, a na 20 000 lub 25 000 stóp temperatura jest na pewno poniżej 0 stopnia Fahrenheita, nawet w lecie. Gdy wzbija się wyżej, temperatura opada nawet szybciej, aż do ok. 75 stopni Fahrenheita poniżej zera. Później powietrze staje się stopniowo cieplejsze. Ten punkt zwrotny, lub nawrót w temperaturze, zdarza się na wysokości 50 000 stóp ponad powierzchnią ziemi.


Nasze dane pokazały ten punkt zwrotny, a powyżej to czego się spodziewano, wzrost temperatury. Jednakże nasze instrumenty pokazały że temperatura wzrosła w szybszym tempie pomiędzy 20 000 a 35 000 stóp niż średnie innych obserwatorów. Naszym początkowym planem było sporządzenie wykresu przedstawiającego odczyty temperatury z termometru opornościowego i te za rtęciowe z barometru przeciw wysokości wyliczonej z pomiarów przedstawionych na zdjęciach powietrznych fotografujących skorupę ziemi bezpośrednio pod nami.

41

BALONU HISTORIA WŁASNA O JEGO LOCIE
Czarne zakrzywienie zostało wykreślone na papierze by odtworzyć linie automatycznie wyśledzone na przyciemnionych pojemnikach cylindrycznych dwóch oficjalnych barometrach, transportowane podczas lotu, jako że zmiany wysokości wpływały na igły urządzeń. Cyfry na marginesie, od lewej do prawej, wskazują godziny, standardowego górskiego czasu. Cyfry z doły do góry wskazują ciśnienie atmosferyczne w milimetrach rtęciowych. Mniejsze cyfry na prawym marginesie pokazują przybliżone odpowiadające wskazania wysokości w tysiącach stóp. By szybko przeczytać ten diagram, najlepiej jest go zrozumieć poprzez obrócenie go do góry nogami. Wznoszące się zakrzywienia przedstawiają wtedy wznoszenie się balonu, opadające zakrzywienie przedstawia opadanie balonu. Ważne jest, że barograf został włączony o 5.19 rano; balon wystartował o 5.45, został wypoziomowany na wysokości ok. 15 000 stóp o 6.15; 40 000 stóp osiągną o 10.50; zaczął opadać z wysokości 60 613 stóp o 1.40 i rozbił się o 3.42.
Powietrzna kamera z mikroprocesorem Fairchild do robienia fotografii niezbędnych do naszych kalkulacji zwisała na spodzie gondoli. Z negatywów także zamierzaliśmy odczytać pozycję i wysokość balonu w każdym czasie, wskazania o opadaniu i wznoszeniu się balonu, kierunek dryfowania i prędkość prądów powietrznych.

Niestety, magazyny w kamerze powietrznej rozbiły i otworzyły się przy upadku i negatywy z wrażliwym, czerwonym filmem zostały totalnie zniszczone. Jednak, pomysł sprawdzenia dokładnej wysokości w ten sposób jest możliwy, ponieważ nie jest trudno zmierzyć punkty na negatywach, zmierzyć właściwe punkty na mapie i z tych informacji wyrachować prawdziwą wysokość. Kiedy ustaliliśmy wysokość optycznie, mogliśmy ją porównać z wysokością słupka rtęci w barometrze co zanotowane zostało na jednej z trzech kamer zbierających dane.

42

METALOWE PLACE KTÓRE AUTOMATYCZNIE REJESTOWAŁY WYSOKOŚĆ
Obok dwóch nieosłoniętych barografów stoją Dr. Lyman J. Briggs, dyrektor biura standardów USA i prezes komitetu doradczego w/s lotu; Dr. W. G. Brombacher specjalista od urządzeń mierzących wysokość; i Kapitan Stevens. Przyciemnione warstwy pojemników cylindrycznych trzymane są przez Kapitana Stevensa. Barografy zostały zapakowane w pudełka z drewna balsa i zostały zaizolowane gumową gąbką. Pudełko zostało przenoszone na zewnątrz gondoli i prawie wcale nie ucierpiało. Nagrania były nietknięte.
Dowody są osiągalne z urządzeń podobnych do używanych w samolotach i z triangulacji na balonie Piccarda wykonanych teodolitami (urządzenie do mierzenia pionowych i poziomych kątów składające się z małego teleskopu zamieszczonego na statywie), żeby wskazać, że wyliczenia z istniejących tabel ciśnieniowo-wysokościowych są zbyt niskie na wielkie wysokości. Zwiększona dokładność w rejestracji wysokości, ciśnienia i temperatury umożliwiły dokładniejsze badanie dystrybucji mas w naszej atmosferze.

Kiedy zdarzyło się rozdarcie w balonie, Explorer kontynuował wolne wznoszenie się prawie dwadzieścia minut dłużej. Podczas tego czasu możliwe było wypełnienie płaskich butli przeznaczonych na próbki powietrza i zrobienie 20 zdjęć kamerą powietrzną ustawioną na 8 stopni poniżej linii horyzontu.

Nasze doświadczenie z poprzednich wysokościowych lotów i fotografowanie góry Aconcagua (Argentyna), gór Rainer i Shasta przez odległości od 300 do 331 mil wskazuje, że te negatywy powinny pokazywać zakrzywienie powierzchni ziemi. Takie negatywy są robione na czerwono – czułych i czułych na podczerwień filmach przez czerwony filtr. Podczas gdy wrażliwy na żółto film z małych kamer wystawiony na światło słoneczne był chroniony przez kilka obrotów samego filmu, wrażliwy na czerwień film z kamery powietrznej kontynuował zadymianie przez pewna część rolki; dlatego, kiedy taki film został wystawiony na światło dzienne podczas rozbicia, nie mógł on przetrwać.

Chociaż wiele nagrań fotograficznych zostało straconych i chociaż balon nie osiągnął maksymalnej, teoretyczne wysokości, czuliśmy, że wznoszenie się w nim definitywnie dostarczyło informacji, które pomogą w rozwiązywaniu problemów baloniarstwa i w zdobywaniu różnych naukowych danych.

Jednym ważnym problemem była sprawa satysfakcjonującego dostarczania powietrza.

Kontrolowaliśmy gondolę wiele razy w poszukiwaniu możliwych wycieków powietrza i testowaliśmy ją kilka razy pod ciśnieniem. Wprowadzaliśmy duże rezerwy tlenu płynnego i płynnego powietrza, co wystarczało by odnowić powietrze w gondoli 4 razy. Nawet kiedy używaliśmy go szczodrze, było go wystarczająco dużo by zapewnić dobre powietrze od zmierzchu do świtu.

Nasz aparat z płynnym powietrzem składał się z trzech izolowanych próżniowo pojemników, które są także używane w wysokościowych lotach samolotów wojska. W samolotach takie pojemniki są wypełnione płynnym tlenem. Nie jest bezpieczne używanie czystego tlenu w zamkniętej gondoli, ponieważ jest możliwość, że wypełnienie gondoli tlenem mogłoby osiągnąć 100% i w tym przypadku iskra elektryczna mogłaby rozpocząć pożar, który byłby niemożliwy do ugaszenia.


Konsekwentnie, zrobiliśmy fundamentalną mieszankę przez częściowe wypełnienie manierek (płaskich butelek) płynnym powietrzem dodając wystarczająco płynnego tlenu żeby stworzyć mieszankę 45% tlenu i 55% azotu. Ta płynna mikstura, gdy parowała przez cewki naszego aparatu, dostarczała nam atmosferę z nie więcej niż 45% tlenu. Wyciek z gondoli był praktycznie zerowy i dlatego musieliśmy uwalniać ciśnienie od czasu do czasu żeby wewnętrzne ciśnienie w gondoli nie było zbyt wysokie. Powietrze wewnątrz oceniano na podobne do szczytu góry wysokiej na 13 000 stóp, lecz powietrze w gondoli było bogatsze w tlen.

43

MINIATUROWE ZARODNIKI (PRZETRWALNIKI) PRZECIWSTAWIAJĄ SIĘ RYGOROM STRATOSFERY
Knowles A. Ryerson, szef biura ds. gospodarki roślinami amerykańskiego Departamentu Rolnictwa i Dr. Fred C. Meier, starszy rolnik agronom pokazują Kapitanowi Stevensowi (siedzącemu) kwitnącą kulturę zarodników berberysów pospolitych, które balon przeniósł do stratosfery. Te zarodniki, z przedstawicielami 9 innych typów, zostały wystawione na światło słoneczne, zimno, zmniejszone ciśnienie wyższej atmosfery. Wszystko wróciło na ziemie żywe.
WIELU PRZYCZYNIŁO SIĘ DO SUKCESU LOTU

Po boku naszej gondoli, z dala od wentylatora obracającego gondolą, znajdowały się stalowe ekrany trzymające chemikalia do wchłaniania dwutlenku węgla. Cały zestaw był tak efektywny, że kiedy włazy były ponownie otwierane, nie była wyczuwalna znaczna różnica gdy wychodziliśmy na zewnętrzne powietrze.


Nasz balon, gondola i większość urządzeń zostały wykonane w cenach zbliżonych do kosztów produkcji, a ten koszt, mniejszy niż 60 000$, pomimo że, w większości pokryty przez Stowarzyszenie National Geographic, został także podzielony między indywidualne osoby, korporacje i laboratoria zainteresowane pogłębieniem wiedzy naukowej. Wielki balon, gondola i urządzenia zostały ubezpieczone od zniszczenia podczas lotu przez londyński Lloyd.

Prawdopodobnie nigdy nie przeprowadzono lotu tak ekonomicznie, biorąc pod uwagę rozmiar i zakres, ani nigdy tak wielu ludzi nie poświęcało swoich funduszy i czasu. Armia także przyłączyła swoje siły do lotu poprzez użyczenie swoich żołnierzy, zarówno z Sił Powietrznych jak i z jednostki kawalerii z Fort Medea i wojsko uważało, że czas tak spędzony będzie cennym treningiem dla personelu wojskowego. Była także możliwość dla wojska do sprawdzenia różnych praktycznych usług polowych, pewnego wyposażenia, np. wojskową ciężarówkę z płynnym tlenem.

W płd. Dakocie tysiące widzów przybyło by oglądać przygotowania do lotu w stratosferę do Parku Yellowstone i innych punktów.

Izba Promowania miasta Rapie City hojnie pomogła w przygotowaniach naszego obozu, dostarczyli nam nawet ogrodzenia, żeby ochraniać tysiące widzów, którzy dzień i noc patrzyli z klifów, które otaczały obóz w dolinie.

Wielka gościnność tych zachodnich ludzi i ich chęć współpracy wraz z chęcią do pracy odwiedzających naukowców zapalała wszystkich do działania. Nigdy nie było takiego obozu, w którym tak wielu ludzi zatrudnionych przy różnych obowiązkach, pracowało tak zgodnie razem.


Naszą najbardziej pocieszną myślą z ostatniego lotu jest to, że sukcesem rozwiązaliśmy problemy życia i wydajnej pracy w stratosferze. Jest także miło wspomnieć, że żadne z urządzeń z gondoli nie zawiodło nas podczas lotu; każde urządzenie pracowało dokładnie tak jak zaplanowano. Jeśli chodzi o balon, myślimy, że może być zbudowany inny, który poleci do wyliczonej maksymalnej wysokości bez żadnego nieszczęśliwego wypadku.

44

SZCZĘŚLIWE LĄDOWANIE!
Trzech baloniarzy powraca do domu Stowarzyszenia National Geographic ze spadochronami, które sprowadziły ich bezpiecznie na ziemię: Kapitan Anderson, Major Kepner i Kapitan Stevens.