Menu Content/Inhalt

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kontynuując opis lotu do stratosfery balonem „Explorer 1” z 28 lipca 1934 roku, którego balon był inspiracją do zaprojektowania kartek, wydanych przy okazji naszego lotu, w Dolinie Chochołowskiej w 1938 roku, a którego to opis rozpocząłem na poprzedniej stronie, przy opisie naszego balonu do stratosfery, będę opierał się na tłumaczeniu z miesięcznika National Geographic z 1934 roku.

National Geographic był nie tylko sponsorem, ale i jednym z głównych organizatorów lotu do stratosfery i bardzo dokładnie lot w miesięczniku został opisany.

Jestem wdzięczny mojemu synowi Konradowi za poświęcony czas przy tłumaczeniu tego obszernego opisu. Bardzo Mu dziękuję za tak dokładne przetłumaczenie.
ODKRYWANIE STRATOSFERY
KAPITAN ALBERT W. STEVENS
OBSERWATOR NAUKOWY STOWARZYSZENIA NATIONAL GEOGRAPHIC- WYPRAWA SIŁ POWIETRZNYCH WOJSK USA W STRATOSFERĘ
Spoglądając w przeszłość, byliśmy naprawdę w trudnym położeniu. Byliśmy uwięzieni w potężnej skorupie zwisającej z ogromnego balonu, ponad 11 mil ponad ziemią. Wciąż na wyciągnięcie ręki mieliśmy dwa włazy których otworzenie sprawiłoby, że bylibyśmy wolni.

Jeden właz miał dźwignię, by ułatwić otwarcie, jednak nikt nie ruszył się ku dźwigni. Otworzenie tego spowodowałby prawie natychmiastową utratę przytomności z powodu zmiany ciśnienia. Nasze tkanki by się nagle powiększyły, jak to się dzieje u niektórych ryb wyciągniętych nagle z głębi oceanu, a skutek byłby rozpaczliwy i katastrofalny.
PRZYJEMNY PRZEDZIAŁ 11 MIL W GÓRZE
Nasze wyniosłe więzienie było znośnym miejscem. Byliśmy z każdym calem doskonale zaznajomieni, ponieważ wchodziliśmy do środku i na zewnątrz bardzo dużo razy codziennie przez kilka tygodni. Było to hermetyczne, opierało się wszelkim ładunkom i obciążeniom które przewoziło, było prawie komfortowe, na pewno bardziej niż się spodziewaliśmy. Wewnętrzne ścianki były pomalowane na lśniący biały kolor i odbijały się od nich promienie słoneczne prześwitujące przez włókna szklane lewej burty. Wokół nas były różne naukowe urządzenia, a ich łagodne brzęczenie, zwiększające się gdy balon opadał, było muzyką dla naszych uszu.

Mając słuchawki w naszych hełmach i mikrofony przed sobą, mogliśmy się porozumiewać, odczekując kilka minut na nawiązanie połączenia, mogliśmy się połączyć do praktycznie każdego w USA. Nie byliśmy ani głodni ani spragnieni, a sztucznie przygotowane powietrze które wdychaliśmy było zadziwiająco dobre. Nagle bez ostrzeżenia w naszym balonie pojawiło się wielkie rozdarcie. Kilka minut wcześniej zerkaliśmy w górę i niczego nie dostrzegliśmy, wkrótce zaczęliśmy opadać – my, gondola, balon, urządzenia. Dopóki wszystko trzymało się razem, była nadzieja. Gdyby zbyt dużo rozdarć pojawiło się we włóknie balonu, nasza gondola spadałaby z ogromną prędkością przez przestworza a my razem z nią.

Bezwładnie opadając ok. 11.5 mil, przechodziliśmy z powietrza w rzadkie powietrze próżniowe, prędkość była tak wielka, że z ogromną trudnością moglibyśmy się poruszać a tym bardziej otworzyć włazy, co więcej, w odpowiednim momencie. Później było konieczne by jedne z nas „zanurkowało” przez właz gdy gondola opadała z prędkością ponad milę na minutę. Ale taki ruch nie był możliwy dopóki gondola opadała z prędkością 5 mil na minutę.


*  *  *  *

Zaczniemy od startu STOWARZYSZENIA NATIONAL GEOGRAPHIC- WYPRAWY SIŁ POWIETRZNYCH WOJSK USA W STRATOSFERĘ. Start odbył się zaraz po wschodzie słońca (5.45 czasu lokalnego), 28 lipiec z Czarnych Wzgórz południowej Dakoty. Tutaj, przez wiele tygodni, w obozie lotu do stratosfery niedaleko miasta Rapid naukowcy, oficerowie wojskowi, balonowi weterani, żołnierze i wielu cywilnych pracowników harowało dzień i noc przygotowując lot do stratosfery największym balonem jaki kiedykolwiek skonstruowano.

3

ZAŁOGA „EXPLORERA”
Major  William E. Kepner, pilot, stoi pomiędzy kapitanem Albert W. Stevens, obserwatorem naukowym (po prawej), a kapitanem Orvil A. Anderson (po lewej). Za nimi jest gondola zbudowana przez Dow Chemical Co., w której byli stłoczeni podczas pobytu w stratosferze. Górna połowa jest biała by odbijać gorące promienie słoneczne żeby zapobiec niekomfortowo wysokim temperaturom wewnątrz w najgorętszym punkcie dnia. Dolna połowa jest czarna by pochłaniać promieniowanie cieplne Ziemi.